[Dzień 1] Przezwyciężyć siebie
- Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o niczym… - spytała mnie ciocia, patrząc prosto w moje wystraszone oczy, a ja tylko grzecznie pokręciłam głową, nie chcąc z siebie wydawać żadnego dźwięku, ponieważ nie byłam pewna swojego głosu… Poza tym na bank wszystko miałam w tej olbrzymiej walizce, która była wypchana po brzegi tylko dzięki tym wszystkim zakupom, które fundnęła mi ciotka. Sprezentowała mi olbrzymią jak na mnie ilość rzeczy: od podkoszulków począwszy, po buty i jakieś duperele, które według mnie były zbędne. – Ciuchy masz, to najważniejsze… - uśmiechnęła się w ten swój złośliwy sposób. – Kosmetyki też. A nie zapomniałaś tamponów, skarbie? Wiesz, że to nie jest żadna wstydliwa sprawa. – powiedziała w odpowiedzi na moje rumieńce. Jedynym powodem, dla którego ludzie nie zaczęli się jeszcze na nas gapić, było to, że wciąż mówiłyśmy po polsku, będąc na tym kanadyjskim dworcu. I mimo, że nikt nas nie rozumiał to wolałabym uniknąć rozmowy na takie tematy.
-Okres skończył mi się tydzień temu. – odparłam szeptem.
-No dobrze. A właśnie… - też zniżyła ton głosu. –gdybyś potrzebowała prezerwatyw to powiedz teraz, wiesz, że trzeba się zabezpieczać.
-Ciociu! – wykrzyknęłam oburzona, stając się jeszcze bardziej czerwona. Czy ona musi poruszać takie tematy? Rozumiem, że należy do tych nowoczesnych matek, ale nawet z nią nie chce rozmawiać na temat… seksu, a w szczególności w publicznym miejscu. – Ja… jeszcze nie… A poza tym uważasz, że mogłabym to zrobić z przypadkowym chłopakiem, którego znałabym od kilku dni?
-Nie oczywiście, że nie. – chyba była zaskoczona tym gniewem i tak rozbudowanym zdaniem, zwykle tyle nie mówiłam. – Tak tylko mówię. Znasz mnie, plotę co mi ślina na język przyniesie. Zapomniałam, że nawet nie skończyłaś dobrze 14 lat. Wyglądasz na starszą, więc uważaj. – założyła mi kosmyk włosów za ucho, czego nienawidziłam, bo miałam odstające uszy, więc zawsze musiały być przysłonięte. Czym prędzej je zasłoniłam, a ona w tym samym momencie zainteresowała się swoim telefonem. Pracuje w dużej firmie i ciągle jest zajęta. Mieszka tu sama, bo przecież jej dzieci, a moi kuzyni, już są dorośli, a ona nie znalazła jeszcze partnera na stałe. Tak więc cały ten tydzień w Kanadzie spędziłam zazwyczaj siedząc sama w domu, czytając gazety lub oglądając tutejszą telewizję, chcąc podszlifować swój angielski przed wyjazdem, chociaż w sumie nie miałam większych problemów z mówieniem w tym języku. Więc albo zamulałam w pokoju, albo szlajałam się po okolicy. Toronto to całkiem ładne miasto, w szczególności w nocy… No co? Wiem, że to niebezpieczne tak chodzić nocą po mieście i za bardzo do mnie nie pasuje, ale lubię patrzeć na gwiazdy, gdy nie mogę spać. I może pozostało we mnie coś z tamtej buntowniczki, której nie pamiętam, ale jeśli już, to bardzo mało. Oczywiście nie poznałam nikogo nowego, żadnej miłej Kanadyjki czy Kanadyjczyka. Szczerze powiedziawszy, unikałam miejsc publicznych jak ognia, chociaż obserwowałam skejtów zza moich obciachowych okularów, raz po raz ukrywając twarz w czytanej książce. Nic nie poradzę, na to, że jestem typem samotnika. No ok, raczej boję się ludzi, a nie, że nie chce z kimś się kolegować. Ludzie potrafią być źli, mogą mnie skrzywdzić lub zranić, tego się boję. Wiem, że piepsze głupoty jak jakaś mała dziewczynka, ale tak czuję w stosunku do ludzi. Jestem nieśmiała, przynajmniej odkąd pamiętam, a nie pamiętam zbyt wiele… ;/ Mniejsza z tym. Rodzice jak i moja terapeutka pani Asia chcieli, żebym otworzyła się na ludzi, to dlatego mnie tu wysłali. Ja też bym chciała się z kimś zaprzyjaźnić, ale tego „otwierania się na ludzi” wolałabym uniknąć. Za dużo wysiłku, zszarpanych nerwów i rumieńców. Ciocia znowu wyrwała mnie z zamyślenia:
-Za 5 minut przyjeżdża twój pociąg, a ja musze wcześniej być w pracy, żeby oddać szefowi ważny projekt. Dasz sobie radę sama? Z tą walizą i w ogóle. – dodała. Pokiwałam głową:
-Tak dam sobie radę. Możesz iść. – przełknęłam głośno ślinę. Wszystko we mnie krzyczało: proszę nie zostawiaj mnie samej na pożarcie tym wściekłym lwom! Chociaż wiedziałam, że to idiotyczne,. Co mi za różnica czy zostanie chwile dłużej i tak będziemy musiały się rozstać i będę musiała sobie jakoś radzić – przerażała mnie ta myśl.
-Skarbie wszystko będzie dobrze! – powiedziała, jakby czytała mi w myślach, a może moje uczucia miałam wypisane na twarzy. Pewnie tak. Objęła moją twarz dłońmi i z uśmiechem kontynuowała – Jeśli będziesz miła dla ludzi, uśmiechniesz się do nich, oni to odwzajemnią. Bądź sobą i nie denerwuj się! Będzie dobrze! – na mojej twarzy zagościł uśmiech, jej słowa dodały mi otuchy. – Powodzenia!
-Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. – pocałowała mnie w policzek.
-Chcesz jeszcze kopniaka na szczęście? – zaśmiała się i zaczęła się kierować w stronę parkingu, wciąż jednak na mnie patrząc. – Papa złotko.
-Do zobaczenia! – pomachałam jej patrząc bezradnie jak odchodzi.
I zostałam sama. – pomyślałam. Oparłam się o walizkę, starając się nie zamyślić i nie przegapić transportu, zaczęłam się rozglądać po peronie. Pierwsze co zauważyłam, to to, że wszyscy stali w grupach albo chociaż dwójkach, a ja nie znałam nikogo. Jest tu dużo osób w moim wieku. Stwierdziłam, później zadając sobie pytanie: To dobrze czy źle? No w sumie tak, chociaż… Sama nie wiem. Na pewno lepiej, niż gdybym miała mieć pokój z jakimiś bachorami i musieć się z nimi użerać. Może bałam się ludzi, ale takich gówniarzy nienawidziłam. Może nie wszyscy, ale większość są upierdliwi i działają mi na nerwy. Ogólnie nie lubię jak ktoś „kozaczy”. Chyba od zawsze tak było. Chyba…
Moją uwagę przykuł nagle całkiem ładny, na pewno słodki chłopak z długą grzywką zakrywającą całe czoło. Mimo, że wyglądał dziecinnie, był cholernie przystojny. Noo… Obok niego siedział drugi chłopak, przyjaciel, z którym żartował cały czas. „Ten drugi” wyglądał trochę jak jego młodszy brat. Miał podobną fryzurę, ale z twarzy wyglądał zupełnie inaczej. No był brzydszy, tak szczerze. Nie chodzi o to, że oceniam ludzi tylko po wyglądzie, bo tak nie jest i tego nie powinno się robić, ale po prostu ich oceniam. W końcu jeszcze ich nie znam. Przez chwile zapomniałam o świecie i zaczęłam się zastanawiać jak by tu do niego zagadać i go poznać, ale kiedy dotarło do mnie co moja „druga ja” chce zrobić, na samą myśl zaschło mi w gardle, a dłonie zrosił pot. Nienawidziłam tego. Sięgnęłam do torebki po wodę, żeby nawilżyć usta. Potem znowu spojrzałam na tego chłopaka, ja tak mam, jak ktoś mnie zainteresuje to tylko się na niego cały czas patrzę. Nagle on także spojrzał na mnie. Speszona błyskawicznie odwróciłam głowę, a moje policzki oblała purpura, więc zakryłam twarz włosami.
W tym samym momencie nadjechał nasz pojazd. O kurcze, o tym nie pomyślałam… Z kim ja usiądę w przedziale? I w ogóle, jak ja mam się zachowywać, co robić albo mówić?! Zaczęłam panikować. Do tego nasz wychowawca kazał nam już ładować się do pociągu. Co kurwa mam zrobić? Po pierwsze moja druga ja, kazała mi uspokoić oddech, który zawsze niezdrowo mi przyśpieszał, kiedy się denerwowałam. Po drugie powiedziała mi, żebym znalazła jakąś samotnie idącą dziewczynę i po prostu się do niej dosiadła. Dobrze chociaż, że część mojego mózgu potrafiła pracować normalnie... Szybko się rozejrzałam, ale nie musiałam długo szukać: przede mną szła niska Chinka o bardzo kobiecych kształtach (raczej nie pochodziła z Chin, ale miała taką urodę). Podążyłam za nią. Przy wsiadaniu ledwo zmieściłam się w drzwi, ale jakoś dostałam się na pokład. Zatrzymała się przy jednym z środkowych wejść i zapytała kogoś czy może wsiąść. Dostała odpowiedź twierdzącą bo pewnie załadowała się do środka. Nie mogło być tak źle. Nieśmiało zajrzałam do pomieszczenia i stanęłam jak wryta. Siedzieli tam ci chłopcy, na których się przed chwilą gapiłam. Bałam się zagadać, ale bardziej obawiałam się, że gdybym stąd odeszła trafiłabym gorzej. Więc zbierając w sobie wszystkie siły, włączyłam swój tryb angielski i zwarzywszy na korek, który powodowałam na tym wąskim korytarzu, z wypiekami na twarzy weszłam do środka i cicho zapytałam:
-Mogę się przysiąść? - ten brunet, który mi się spodobał od razu podniósł wzrok i uśmiechnął się do mnie słodko, na co zarumieniłam się jeszcze bardziej, ale jak radziła ciocia, odwzajemniłam uśmiech, spuszczając przy tym wzrok na buty.
-Jasne, jasne. - odpowiedział ten drugi lustrując mnie wzrokiem, ja ledwo zaszczyciłam go spojrzeniem. Siedzieli naprzeciwko siebie po dwóch stronach okna, ja postanowiłam usiąść na tej kanapie co słodziak, ale na jej przeciwległym kocu, jak najdalej od niego. Ale najpierw musiałam coś zrobić z walizką. Tamci już dali swoje na półki, a ja zdecydowanie nie miałam tyle sił w moich ramionach, żeby podnieść moją. Ale z drugiej strony, czy dałabym rade zdobyć się na odwagę i spytać o pomoc? Na samą myśl zaczęły mi się pocić dłonie, jednak zdołałam wyrzucić z siebie:
-Ekhm. -odchrząknęłam, sprawiając, że brunet znowu na mnie spojrzał. - Mógłbyś mi pomóc? - spytałam nieśmiało, jak zawsze spuszczając wzrok po wypowiedzeniu ostatniej sylaby. Od razu podniósł się z miejsca, skory do wybawienia mnie z tarapatów.
-Oczywiście – znowu zaszczycił mnie swoim uśmiechem, widocznie należał do tych osób, którym nie schodzi od z twarzy. Podźwignął mój bagaż i aż ugięły się pod nim kolana. Stęknął cicho. Odruchowo wskoczyłam na siedzenie i zaczęłam napierać na nią od spodu. Chyba przydała mu się moja pomoc, bo szybko nam to poszło. Zeskoczyłam na podłogę znajdując się zdecydowanie za blisko niego, więc szybko się cofnęłam. Mogłam stwierdzić, że jest niski, ale i tak o 2 lub 3 cm wyższy ode mnie… Usiadłam na kanapie jak najdalej od chłopaka, chcąc trochę odetchnąć psychicznie, ale i tak mój –nasz- spokój został szybko zakłócony. Do przedziału wbiły jakieś dwa plastiki. Jedna brunetka, która wyglądała jakby dopiero co wyszła z solarium, a druga była tak słodka, że aż mdła, oczywiście blondi.
-Hejka. Możemy to do was? – zapytała ciemnowłosa, z chytrym uśmieszkiem przyglądając się moim dwóm ładnym chłopakom. Czy ja powiedziałam moim? Lol. Nie ważne.
-Wchodźcie. – odparła „Chinka” i po raz pierwszy usłyszałam jej niski głos. Mój mózg wcześniej praktycznie jej nie rejestrował. Na początku zauważyłam tylko, że grzebie w swojej torebce a później, że rozplątuje słuchawki. Nie odzywała się także wcale. Zresztą podobnie jak kolega tego no ;P
Dziewczyny zaczęły się taszczyć do nas ze swoimi walizkami. Musiałam się odsunąć od drzwi, żeby zrobić im miejsce, przez co przysunęłam się do bruneta, którego imienia nadal nie znałam…
-Może byś mi pomógł? – przeniosłam wzrok z dłoni, na które nerwowo patrzyłam, odkąd znalazłam się niebezpiecznie blisko pewnego faceta, na blondynkę, która wydała z siebie ten piskliwy odgłos. Dwie pozostałe starały się ułożyć ogromną, jeszcze większą od mojej, fioletową walizę w taki sposób, żeby nie zabiła nas podczas podróży. Natomiast ta stała jak sierota na środku i choć miała najmniejszą torbę z nas wszystkich, czekała aż kolega przystojnego jej pomoże. Ten wstał niechętnie i zaczął ją układać, a ona patrzyła na to z założonymi rękami jak diva jakaś. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Mój sąsiad od razu się odwrócił, czułam to. Serce zaczęło mi bić szybciej jakbym znalazła się w jakimś niebezpieczeństwie. Czułam się otoczona. W takim małym pomieszczeniu nie powinno być tyle ludzi – dopiero teraz to do mnie dotarło. Żeby nie dostać ataku, musiałam się po prostu uspokoić i wyluzować. Pani Asia kazała mi w takich sytuacjach głęboko oddychać, najlepiej oprzeć głowę o kolana i oczyścić umysł. Wykonałam te czynności. Minęła może z dwie minuty, kiedy poczułam na moim karku kogo oddech, omal nie podskoczyłam, ale i tak po ciele przeszedł mi dreszcz.
-Nic ci nie jest? – spytał z troską, wiadomo kto. A jednak miał brązowe oczy, były prześliczne, można było w nich utonąć. Minęła sekunda zanim uświadomiłam sobie, że o coś mnie pytał i następna zanim przypomniałam sobie o co…
-N-nie, nic. Wszystko ok. – ledwo kontrolowałam głos. Jednak uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. Po czym wyciągnął do mnie dłoń.
-Justin jestem, A ty? – dyskretnie wytarłam dłoń o spodnie i uścisnęłam jego, szukając w tym mętliku, jaki utworzył się w mojej głowie, przez to, że go dotykam, jak mam na imię.
-Patrycja, ale mów mi Ryśka.
-Jak? – słodko zmarszczył brwi, na co nie mogłam nie zachichotać. Kilka razy na zmianę powtórzyliśmy moje pseudo, aż mniej więcej załapał jak to się wypowiada. Dopiero wtedy zauważyłam, że wszyscy się na nas patrzą. Ogólnie atmosfera w naszym gronie się polepszyła.
-A ja jestem Christian. Z Justinem znamy się od dziecka. – wyciągnął do mnie dłoń, po czym ujął moją i ucałował z nonszalanckim uśmiechem. A jednak miał coś z Justina, ale sam powiedział, że są przyjaciółmi, a nie braćmi.
-Ja mam na imię Victoria – rzekła brunetka, która zdążyła już usiąść naprzeciwko mnie. – a to Rose. – przedstawił blondi, jakby ona nie mogła sama tego zrobić. Od razu wiedziałam, że nie polubię tych lasek. Za bardzo się rządziły, były za cwane i pyszne i zachowywały się jak idiotki.
-Mnie rodzice niestety nazwali Agness. –krzywo uśmiechnęła się czarnowłosa. A ta za to, zresztą tak jak tamte, uważa się za nie-wiadomo-kogo. Wiem, że nie powinno się oceniać ludzi po pozorach, ale ja mam w głowie radar idiotek, to chyba pozostałości po „dawnej mnie”, chyba…
Tamte zaczęły o czymś trajkotać, ale nie chciało mi się słuchać tego jazgotu, więc zignorowałam je. Chris założył słuchawki i miał na nas wszystkich wyjebane, najwidoczniej się tu nudził. Spojrzałam więc na brązowookiego, chcąc wiedzieć co ten robi. Też się mi przyglądał, więc szybko odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego cichy śmiech, co mnie rozwścieczyło i zawstydziło zarazem. Jednak to pierwsze bardziej, nie lubiłam jak ktoś sobie ze mnie kpi czy po prostu śmieje.
-Co? – praktycznie warknęłam, czy sama siebie zaskoczyłam.
-Nie nic. – a temu dalej banan z ryja nie schodził – Po prostu nie widziałam nigdy wcześniej dziewczyny, która by się tak uroczo rumieniła. – mrugnął do mnie, co spowodowało, że moje policzki zalała kolejna dawka purpury i aż zaparło mi dech. Jak on śmie być taki bezczelny i słodki zarazem? Odwróciłam głowę i odsunęłam się jak najdalej od niego. Znowu podciągnęłam kolana pod brodę i założyłam słuchawki. Wszystko we mnie mówiło: obraziłam się śmiertelnie i skazałam cię na wieczną ignorancję... Przy dźwiękach mojej ulubionej muzyki zamknęłam oczy…
=========================
No. Hej ;) Pasowałoby się przedstawić, więc tak... jestem Ryśka, mój TT w razie w. to @iRyskaa.
Na wstępie mówie, że to opowiadanie to inna historia zupełnie przerobiona na rzecz bloga, więc może się wydawać troche dziwna, ale mam nadzieje, że się wam spodoba. Na razie staram się ogarnąć bloga i bardzo chce chociaż tego uda mi się napisać do końca. Pierwszy rozdział - totalna nudaa, ale później się rozkręci, I hope so ;P Dobra nie chce się rozpisywać, więc narazie ;)) pa ;*